shadow

Prowokował, prowokował, aż w końcu osiągnął sukces. Nie mając wrodzonej chęci pisania o sobie, niestety zostałem w końcu do tego zmuszony kolejną zaczepką wójta. Tym razem w Biuletynie Gminnym Nr  14/2013. Na str.3 tegoż biuletynu w art. pt. „Z orkanem nie wygrasz”. Pozwolił sobie wtrącić „P.Palczewski doskonale wie (gdyż zdarzyło mu się być zastępcą wójta). Do tej pory takie zaczepki zdarzały się podczas różnych posiedzeń, ale i także w biuletynie gminnym. Wszystkie one były w kontekście, mającym  ukazać mnie w złym świetle, z zamiarem zmuszenia mnie do odpowiedzi. Na zasadzie „winny się tłumaczy”.

Nie pomogły także, kolejne anonimowe szkalujące maile, oraz strona na facebook’u pt. „Bohaterowie Kosakowa”, która opluwa w starym komunistycznym stylu także inne osoby. Mnie osobę jak i pozostałych, które stara się poniżyć anonimowy autor. Można je powiązać tylko w jeden sposób. A mianowicie są to osoby, które w jakikolwiek sposób, w mniemaniu autora zagrażają dalszej świetlanej karierze politycznej obecnego wójta. Po za tym nie maja nic wspólnego z rzeczywistością.

Doszedłem jednak do wniosku, że należy uszanować osobę, która jest żądna wykazania swojej wyższości, niniejszym więc spełniam jej oczekiwania.

W gminie Kosakowo zamieszkałem w 1997 r. Wybór miejsca, w którym chce się przeżyć do końca życia. Miejsce przyjemne, spokojne, w około naturalna przyroda, do pracy blisko, co ważne, bez korków, choć ostatnio z tym gorzej, jednym słowem „żyć nie umierać”. Nie zrażały drobne problemy z budową domu, ale pozwoliły już zauważyć, że w urzędzie można wiele usprawnić i udoskonalić. Zainteresowanie gminnymi sprawami, pobudzał wówczas biuletyn pod nazwą „Z Naszej Kępy”, który wydawała i prężnie prowadziła Pani Henryka Wyrzykowska. To właśnie ten biuletyn,  zainspirował mnie do wydawania biuletynu „Kosakowo bez Tajemnic”. Wówczas zainspirował do kandydowania w wyborach 1998 r. do rady gminy. Ku mojemu ale i wielu zdumieniu, osiągnąłem w wyborach drugi wynik w gminie. Podszedłem do spraw gminnych poważnie, z zamiarem przekazania całego swojego doświadczenia dla dobra ogółu. W efekcie po półtora roku zostałem powołany na stanowisko zastępcy wójta. Pełen energii i planów, ostro przystąpiłem do zmian. Opór materii był na tyle mocny, że stwierdziłem, nie ma co bić głową w ścianę i złożyłem po trzech miesiącach rezygnację. Jakież było moje zdziwienie, kiedy co światlejsi radni  doszli do wniosku, że powinienem jednak kontynuować swoje plany, i po dwóch miesiącach powołali  mnie ponownie. Zachęcony takim podejściem konsekwentnie wprowadzałem zmiany, które w naszej małej gminie, szybko okazały się zmianami rewolucyjnymi. Błąd mój polegał na tym, że zakładałem, iż wszyscy mamy ten sam cel, zbudowanie gminy na miarę XXI wieku. Niestety zaniedbałem budowanie „zaplecza politycznego”, a co gorsze nie zauważyłem jak zorganizowała się grupa nie zainteresowana zmianami i „moja rewolucja” zakończyła się po 9 miesiącach.  Obecnie po wielu latach wiem kto i dlaczego zorganizował moje odwołanie. Nie było to aż takie trudne. Po prostu, pewnego wieczoru spotkało się paru radnych wraz z wójtem, na posesji jednego z nich, (po latach wtajemniczeni to spotkanie określają, jako „spotkanie za pustakami”), i uzgodnili „Ty jako wójt składasz wniosek, a my organizujemy większość w radzie, która go odwoła” i tak się stało. Teraz po latach, z wszystkimi uczestnikami tej akcji, nie żywiąc urazy, normalnie rozmawiam i się spotykam, chociaż oni może nie wiedzą, że ja znam ich „zasługi”. Było minęło i zakładam, że niewielu wówczas wiedziało, że są manipulowani, ale o tym za chwilę.

Nie jestem w stanie opisywać, wszystkich zmian, które udało mi się wprowadzić, a tym bardziej, tych których nie wprowadziłem. Dla przykładu napiszę tylko o dwóch drobnych, ale świadczących o kierunku w jakim miały się toczyć, oraz o dwóch poważnych, które spowodowały moje odwołanie.

Jeszcze do niedawna wiele gmin chwaliło się wprowadzaniem chipowania psów. Rozpisuje się, jaki to ułatwiający i prosty sposób identyfikacji, pozwalający na sprawdzenie czy pies był sczepiony, a co ważniejsze pozwala łatwo stwierdzić, do kogo należy wałęsający się i agresywny czworonóg, nie wspominając, że można było sprawdzić czy jest opłacony podatek za psa. Ta drobna sprawa, nawet obecnie jest nie do załatwienia w naszej gminie. Szkopuł w tym, że za czasów mojego wice wójtowania, gmina zakupiła kompletny sprzęt do chipowania i skanowania, a system został wdrożony i stosowany. Co się stało, ano nic, tylko przyszła nowa władza i być może nie wiedziała do czego to ma służyć i wydane pieniądze zostały zmarnowane. Druga drobna sprawa, która napotkała opór, to likwidacja okienka kasowego. Obecnie już prawie nikt nie pamięta, że w urzędzie była kiedyś kasa, no i etat kasjerki. Teraz możemy wnosić bezpłatnie opłaty w banku usytuowanym przy gminie i jest dobrze. Niestety za likwidacją okienka kasowego, miała także iść likwidacja inkasa. Niestety inkaso, to sprawa polityczna, sołtysi muszą nadal być, jak to twierdzi wójt „jego prężnym ramieniem” (opisuje to nasz biuletyn Nr 11/2013(15) w art. pt. „Prawda o uchwalaniu budżetu 2014”). To nic, że niepotrzebnie idzie na to kilkadziesiąt tysięcy z budżetu, wójt wie swoje, ważniejszy stołek niż dobro ogółu.

Teraz po latach wiem, jakie sprawy były solą w oku wielu, którym one przeszkadzały do tego stopnia, że należało mnie jak najszybciej pogonić ze stanowiska.

Sprawa pierwsza to miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego , w skrócie „mpzp”. Obecnie świadomość mieszkańców jest większa, ale i teraz niewielu wie, że mpzp mają istotny wpływ na ich życie. Będę szczegółowo ten temat rozwijać w przyszłych wydaniach biuletynu, obecnie jedynie w skrócie. Pierwszy problem nowych mieszkańców to drogi i uzbrojenie terenu w media. Ustawowo te sprawy, to zadanie własne gmin. Problem powstaje w momencie jak bezrozumna władza dopuszcza do uchwalania mpzp, bez przewidywania skutków finansowych jakie wiążą się z  jego uchwaleniem. Skutki okazują się opłakane, gmina przekwalifikowała ogromne tereny pod budownictwo i nie jest w stanie teraz spełnić swoich obowiązków. Dlaczego tak się dzieje, każdy jest w stanie sobie odpowiedzieć, jeżeli wie, że środowisko osób zainteresowanych przekwalifikowaniem gruntów jest w ścisłych powiązaniach z władzą.

Znalazłem bardzo łatwy i prosty sposób na zapanowanie nad tym żywiołem. Okazało się, że przy tym sposobie stało się niepotrzebne „obłaskawianie” decydentów. Udało się go wdrożyć w dwóch miejscowych planach, kiedy miałem jeszcze coś do powiedzenia. W kolejnych planach, których właścicielami przekwalifikowywanych terenów z rolnych na budowlane, byli między innymi nowi radni, zapis mojego pomysłu zanika. Dla zobrazowania siły nacisku na przekwalifikowania gruntów niech posłuży informacja, że wartość terenu z  chwilą przekwalifikowania wzrasta minimum  o 2 mln, od hektara (10 000 m²). Zapis w mpzp był drażliwy do tego stopnia, że nawet w planie wprowadzonym jako pierwszy dla Mechelinek, niedawno także został wykreślony. Wytłumaczeniem  powodu wykreślenia takiego zapisu, to stwierdzenie, że nie można wprowadzać ograniczeń, które zapis powoduje. Pozostaje pytanie dlaczego tyle lat funkcjonował w dwóch planach, oraz dlaczego w mpzp można nawet określić  kąt pochylenia dachu, jego kolor, rodzaj płotu a nie można zapisać tak zasadniczego warunku, regulującego ład budowlany w  gminie. Jakiż to był zapis ?

Żadna rewolucja, a czysty rozsądek.

W uchwalanych planach zapisano „ pozwolenia na budowę, mogą być wydawane po wybudowaniu dróg i infrastruktury technicznej”.Wystarczyło tylko pilnować i zgodnie z rozsądkiem uzbrajać tereny i nie dopuszczać do sytuacji jaką jaskrawo widać w Pogórzu. Jadąc ulicą Wiejską na wysokości tz. truskawek, (miejscowi wiedzą, że mowa o sezonowym punkcie ich sprzedaży),  widać jak postępuje budowa osiedla w szczerym polu. My obecni mieszkańcy mamy teraz obowiązek wybudować tam drogę. Temat szeroki, będę go rozwijać, i w miarę napływu informacji ujawniać kto z kim i dlaczego, dopuścił, chociażby do sytuacji jaka wytworzyła się przy planowanej budowie drogi Derdowskiego (droga łącząca Kosakowo z Galerią „Szperk”). Wzdłuż planowanej i niezbędnej drogi dla całej gminy, właściciele terenów po obu jej stronach, zwiększyli wartość swoich gruntów o wiele milionów, a teraz wójt biadoli, w tym samym artykule, o orkanie Ksawery, że budowa ul. Derdowskiego  „wymaga bardzo dużych nakładów … w tym wykupu gruntów… gdyż większość nieruchomości przez które ta droga miałaby przebiegać, należy do osób prywatnych, a nie do Gminy”. Przeciętnie myślący człowiek taką sytuację by przewidział przy podejmowaniu uchwały dodatkowo będą zobligowany ustawą, która nakazuje podać w uzasadnieniu skutki finansowe podejmowanych uchwał, być może wójt także wiedział, ale czy pomijanie tego nie miało innego celu ? Może między innymi walka o utrzymanie stołka wiąże się z faktem, że wartość za jaką wykupuje  gmina tereny pod drogę, jest tylko wynikiem negocjacji wójta z  właścicielami gruntów. Jest więc o co walczyć. Niestety sprowadza się to do tego, że my mieszkańcy, musimy płacić miliony za teren pod strategiczną drogę, która jeszcze bardziej zwiększy wartość majątku właścicieli. A mogło być inaczej, najpierw droga, a potem przekwalifikowanie, tylko wówczas gmina dyktowałaby warunki wykupu a nie jak to ma miejsce teraz, że gmina jest w sytuacji przymusowej. Podstawy ekonomi i negocjacji są na pewno obce tym osobom, które kariery budowali nie za swoje pieniądze.

Drugi ważny powód mojego odwołania, to budowa kanalizacji na terenie naszej gminy. Kanalizacja w gminie Kosakowo, budowana była na podstawie kontraktu zawartego w dniu 30.12.1994 r., tj. zawartego w przeddzień wejścia w życie nowej ustawy o zamówieniach publicznych. Przez ponad 4 lata, kontrakt był martwy, bo nie było pieniędzy na jego rozpoczęcie. W chwili objęcia przeze mnie funkcji wicewójta, funkcjonował aneks na budowę kanalizacji we wsi Dębogórze.

W trakcie mojej bytności w urzędzie, gmina nasza zaaplikowała o środki unijne na budowę kanalizacji i wodociągów na terenie całej gminy. Wyłożyliśmy ponad sto tysięcy zł. jako nasz udział w przygotowaniu dokumentów aplikacyjnych. Wniosek o fundusze składaliśmy wspólnie z innymi gminami na czele z Gdynią. Warunek podstawowy aplikacji był taki, że beneficjent nie może mieć czynnych umów na wnioskowane zadanie. Co można było zrobić ? Byliśmy w „dobrej” sytuacji, bo kontrakt zawierał klauzulę (pkt 11.1.e kontraktu), która pozwalała gminie odstąpić od kontraktu, w przypadku gdy „nie nie uzyska środków finansowych spoza budżetu gminy zapewniających sukcesywną realizację przyjętych zobowiązań finansowych”. W dniu 23.11.2000 r. spowodowałem, że gmina przekazała wykonawcy oświadczenie woli o odstąpieniu od przedmiotowej umowy, powołując się zgodnie z sytuacja finansową gminy na powyższy zapis.

No i się zaczęło, w efekcie naporu, co poniektórych, musiałem pozwolić na złagodzenie stanowiska, o całkowitym zakończeniu umowy i zawarliśmy jako gmina porozumienie, zostawiając gminie furtkę w pkt. 4.d, że „w przypadku przyjęcia wniosku aplikacyjnego Gminy Kosakowo do funduszu ISPA lub innych funduszy wymagających przeprowadzania przetargów na odrębnie obowiązujących przepisach, Strony postanawiają zakończyć realizację Kontraktu na zadaniu realizowanym w dniu przyjęcia aplikacji.”

Co jednak się stało po moim odwołaniu ?

W krótkim czasie ówczesny wójt z moją następczynią, podpisali kolejne aneksy, tak żeby jak najwięcej rozkręcić budowę kanalizacji, chociaż nie mieliśmy zapewnionego finansowania, o wiele gorsze było to, że jednocześnie ograniczyli nasz wniosek aplikacyjny na budowę kanalizacji w całej gminie, tylko do terenu niewielkiej części Pogórza i Kazimierza. Oczywiście fundusze z ISP’y pozyskaliśmy, i w tych dwóch miejscach mamy wybudowaną kanalizację tylko za pieniądze unijne.  Mogło być jednak inaczej. Można było pozostawić wniosek do ISP’y w niezmienionej formie  obejmującej całą gminę, i nie musielibyśmy budować kanalizacji za ponad 50 mln. naszych pieniędzy z budżetu. Firma budująca kanalizację, tak się zakorzeniła, że budowała ją jeszcze w 2012 r., oczywiście na podstawie tego samego kontraktu z 1994 r., a decydenci w tej sprawie dziwnym zbiegiem okoliczności, rozpoczęli w tym czasie budowę domu i szybko zakupili nowe samochody.

Minęło ponad 12 lat, czasy się zmieniły, ludzie także i nikt nie pała, żądzą zemsty, ale trzeba o tym mówić, bo jeżeli się nie mówi to skąd wyborcy mają czerpać wiedzę o jakich sprawach ich przedstawiciele decydują. Z kolei nasi przedstawiciele powinni wiedzieć o czym decydują, bo inaczej będą marionetkami, którymi posługują się cwaniacy.

Po moim odwołaniu, jeszcze po przegranych wyborach w 2002 r., usiłowałem trochę walczyć o rozsądek w gminie. Nie mając dokumentów w sprawie kanalizacji, musiałem wywalczyć je sądownie z obecnym wójtem, który nie chciał ich udostępnić. Wielokrotnie tłumaczyłem, że jakkolwiek można naciągając prawo, mówić że kontrakt jest zgodny z przepisami, to nigdy nie można było powiedzieć, że jest zgodny z interesem gminy.

Niestety, doszedłem do wniosku, że trzeba się wyleczyć z choroby pod nazwą „samorządność”. Leczenie okazało się skuteczne, tylko na parę lat, do czasu jak zaczęto budować ulicę przy, której mieszkam, Wiązową w Mostach. Widząc jak jest wykonywana, zacząłem dociekać co i jak. Włosy, których coraz mniej na głowie, stawały „dęba”, mówiąc potocznie. Przesyłane  powiadomienia do prokuratury, oczywiście przynosiły taki skutek, jak to opisujemy i będziemy  opisywać w cyklu „Poznaj fakty. Wybierz prawdę”. Nie pozostało nic jak ponownie zainteresować się sprawami gminy. Zahartowany przeciwnościami, przy wsparciu, niektórych osób mogę teraz odpisywać na zaczepkę wójta spokojnie i bez emocji, bo wiem o czym mówię i na co mam dowody. Chociaż zdaję sobie sprawę, że takiej odpowiedzi zaczepiający się nie spodziewał. Po prostu nie można dłużej ustępować głupocie skrywanej pod pozą  pewności siebie, bo jak to powiedział angielski filozof i matematyk Bertrand Russel „To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości”.

Na koniec tego być może, przydługiego  tekstu, małe podsumowanie, po raz kolejny informuję niedowiarków, na czele z wójtem, który niejednokrotnie przypisywał i przypisuje mi prowadzenie kampanii wyborczej, że nie mam zamiaru i nie będę kandydował ani na stanowisko wójta ani do rady gminy. Mówiąc dobitniej, uważam, że chociaż jestem młodszy o 6 lat od wójta, który w marcu ukończy lat 69, dla dobra naszej gminy, wójt powinien być o wiele młodszy nawet ode mnie, bo niestety chociaż energii jeszcze trochę zostało, to wiem, że w wieku 46 lat, kiedy zamieszkałem w gminie, energii i chęci dokonania zmian miałem dużo więcej. Jednak z wiekiem spada popyt na szaleństwa, a wyraźnie rośnie zapotrzebowanie na spokój. Dla zobrazowania o czym mowa załączone poniżej zdjęcie.

Extra zdjęcie z opisem

Henryk Palczewski

P.S. Przepraszam czytelników, że nie byłem tak skuteczny w zaczepkach jak wójt. Nie raz próbowałem sprowokować wójta do napisania prawdy o swoim wykształceniu, oraz żeby przedstawił swoje zasługi dla gminy w latach, kiedy to był oddelegowany przez partię na odpowiedzialne stanowiska gminne. Dla jasności o jakim okresie mowa, wystarczy wpisać w Google hasło ” IPN Włudzik”. Czy to przypadkiem w tym czasie nie zafundowano nam oczyszczalni ścieków i wysypiska  popiołów ?

Załączniki:

  1. Link do biuletynu gminnego Nr 14/2013
  2. Świadectwo pracy nr 1
  3. Świadectwo pracy nr 2
  4. Kontrakt nr 1/12/94
  5. Porozumienie z 19.02.2001 r.
  6. Wyrok sądu nakazujący wydanie dokumentów
  7. Link do akt osobowych IPN Włudzik Jerzy

Author

admin

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.